Kolejna długa trasa. Jak to zwykle bywa, zamiast 105km przekręciliśmy ponad 120... To chyba mój ulubiony dzień jeśli chodzi o ilość sił i energii. Fakt, słońce nie do końca chciało nam świecić, za to drogi po których jechaliśmy były przedniej jakości. Równy asfalt lub nawet ubite drogi polne pozwoliły nam osiągnąć jak na nasze możliwości pokaźną średnią!
Po drodze mogliśmy zachwycać się pięknem polskiej wsi oraz mieliśmy sposobność poznać kolarza z Sierpca.
Długo czekaliśmy na tabliczkę z napisem "WOJEWÓDZTWO MAZOWIECKIE". Niestety nie udało nam się jej nigdzie zlokalizować. Dniem 2 maja 2010 przekroczyłam na moim jednośladzie 4 województwo w moim życiu;-) Zostało jeszcze 12!? Wszystko przed nami!
Kiedy dojechaliśmy już na miejsce(do wujka na nocleg) okazało się, że po domownikach nie ma śladu. Co więcej przywitał nas, nie pies, ale KOŃ OBRONNY. Starcie nie należało do najmilszych, na szczęście po krótkim czasie udało nam się dostać bezpiecznie do domu. A i tam czekały na nas nowe niespodzianki...
Miał być dzień bez roweru, ale skoro na pieszo się nie chciało nie było innego wyboru:D Najpierw słodkie leniuchowanie do obiadu, potem krótki wypadzik na kawki i herbatki do cioć i wujków.
Siły zostały zregenerowane!:-) babcia skutecznie dostarczała nam wystarczająco duże ilości węglowodanów i białek:D