To właśnie dziś miało spełnić się marzenie-cel naszej wyprawy, czyli dotarcie do stolicy naszego państwa. Co niektórych może zdziwić, była to moja pierwsza wizyta w tym mieście. Tym bardziej ekscytująca, bo na rowerze. Po drodze postanowiliśmy również zwiedzić cmentarz w Palmirach, miejsce gdzie pochowane zostały ciała zamordowanych Polaków podczas II wś.
Warunki pogodowe nie pozwalały na delektowanie się jazdą. Mimo to, świadomość, że to już tuż-tuż do celu skutecznie pchała nas do przodu.
Warszawa: Myślę, że mi się spodobała. W porównaniu do Bydgoszczy sieć ścieżek rowerowych stoi na zdecydowanie wyższym poziomie. Niestety nie spotkaliśmy żadnego warszawskiego rowerzysty, który mógłby podzielić się z nami wrażeniami na temat komunikacji w stolicy.
Wyjazd zdecydowanie należał do udanych. Pokonaliśmy ponad 400km, w różnych warunkach pogodowych, na różnych drogach. Dotarliśmy do celu cali i zdrowi i najważniejsze szczęśliwi i pełni sił na kolejne przygody! Na trasie pomagał nam GSP ( pieszczotliwie nazywany Mariolą). Czasem było nam zimno, czasem wiatr przeszkadzał, ale dzięki temu zaprawiliśmy się na kolejne rowerowe podboje, których na pewno nie zabraknie w tym roku! :-)
W samym sercu puszczy kampinoskiej
Warszawa i to nieopisane szczęście:D
Cel osiągnięty! Pałac Kultury! widziany pierwszy raz w życiu!
Pobudka o godzinie 8.00. Za oknem szaro, buro, mokro, wiatr, chmury, zimno! My się jednak zniechęcić nie dajemy, jemy śniadanko, ciepło ubieramy i ruszamy w drogę! To co nas pokrzepiało to wiatr w plecy i perspektywa spędzenia nocki w ciepłym ośrodku w samym sercu Puszczy Kampinoskiej.
Po drodze złapaliśmy mini kryzys. Jak co 30km planowaliśmy zrobić przerwę na coś do jedzenia. Niestety zapuściliśmy się w bardzo ubogie okolice i po sklepie ani śladu! Głodni i zziębnięci(szczególnie stopy odmawiały posłuszeństwa) posililiśmy się małą kanapką i ruszyliśmy z nadzieją na pojawienie się jakiegoś wiejskiego sklepiku. Po jakichś 45km dotarliśmy do podajże Trębek, gdzie uzupełniliśmy braki węglowodanów i oczywiście poczyniliśmy zapasy.
Później czekała nas nie mniej absorbująca przygoda, a mianowicie przejazd przez most w Zakroczymie. Dzięki niezawodnej orientacji w terenie Radzia udało nam się ominąć S7 i bezpiecznie dotrzeć na drugi brzeg Wisły.
Jakby tego było mało pod koniec zaczęło padać. Na szczęście wyposażeni w deszczówki nie odczuliśmy tego zbyt dotkliwie. Tym bardziej dodaliśmy gazu, by szybciej móc się wysuszyć i zjeść "obiad" w ośrodku.
Dzień był dość wyczerpujący, jednak bogaty w przygody.
W końcu dojechaliśmy do Puszczy Kampinoskiej! To jest coś! :-)