DZIEŃ 6 Kampinos-WARSZAWA
Środa, 5 maja 2010
· Komentarze(0)
Kategoria MAJÓWKA 2010
To właśnie dziś miało spełnić się marzenie-cel naszej wyprawy, czyli dotarcie do stolicy naszego państwa. Co niektórych może zdziwić, była to moja pierwsza wizyta w tym mieście. Tym bardziej ekscytująca, bo na rowerze.
Po drodze postanowiliśmy również zwiedzić cmentarz w Palmirach, miejsce gdzie pochowane zostały ciała zamordowanych Polaków podczas II wś.
Warunki pogodowe nie pozwalały na delektowanie się jazdą. Mimo to, świadomość, że to już tuż-tuż do celu skutecznie pchała nas do przodu.
Warszawa: Myślę, że mi się spodobała. W porównaniu do Bydgoszczy sieć ścieżek rowerowych stoi na zdecydowanie wyższym poziomie. Niestety nie spotkaliśmy żadnego warszawskiego rowerzysty, który mógłby podzielić się z nami wrażeniami na temat komunikacji w stolicy.
Wyjazd zdecydowanie należał do udanych. Pokonaliśmy ponad 400km, w różnych warunkach pogodowych, na różnych drogach. Dotarliśmy do celu cali i zdrowi i najważniejsze szczęśliwi i pełni sił na kolejne przygody! Na trasie pomagał nam GSP ( pieszczotliwie nazywany Mariolą). Czasem było nam zimno, czasem wiatr przeszkadzał, ale dzięki temu zaprawiliśmy się na kolejne rowerowe podboje, których na pewno nie zabraknie w tym roku! :-)
W samym sercu puszczy kampinoskiej

Warszawa i to nieopisane szczęście:D

Cel osiągnięty! Pałac Kultury! widziany pierwszy raz w życiu!

Chillout na starówce
Po drodze postanowiliśmy również zwiedzić cmentarz w Palmirach, miejsce gdzie pochowane zostały ciała zamordowanych Polaków podczas II wś.
Warunki pogodowe nie pozwalały na delektowanie się jazdą. Mimo to, świadomość, że to już tuż-tuż do celu skutecznie pchała nas do przodu.
Warszawa: Myślę, że mi się spodobała. W porównaniu do Bydgoszczy sieć ścieżek rowerowych stoi na zdecydowanie wyższym poziomie. Niestety nie spotkaliśmy żadnego warszawskiego rowerzysty, który mógłby podzielić się z nami wrażeniami na temat komunikacji w stolicy.
Wyjazd zdecydowanie należał do udanych. Pokonaliśmy ponad 400km, w różnych warunkach pogodowych, na różnych drogach. Dotarliśmy do celu cali i zdrowi i najważniejsze szczęśliwi i pełni sił na kolejne przygody! Na trasie pomagał nam GSP ( pieszczotliwie nazywany Mariolą). Czasem było nam zimno, czasem wiatr przeszkadzał, ale dzięki temu zaprawiliśmy się na kolejne rowerowe podboje, których na pewno nie zabraknie w tym roku! :-)
W samym sercu puszczy kampinoskiej

Warszawa i to nieopisane szczęście:D

Cel osiągnięty! Pałac Kultury! widziany pierwszy raz w życiu!

Chillout na starówce












