Drogę powrotną postanowiliśmy nieco skrócić. Zniechęceni wtorkowym dystansem oraz zachęceni zwiedzeniem Wąbrzeźna ruszyliśmy z powrotem na zachód, aby w Chełmży skorzystać z PKP. Wycieczka opłacalna z wielu powodów. Mniejszy, mniej męczący dystans, nowe poznane drogi, tani bilet(4.41zł + 1zł za rower).
Wycieczka bardzo miła, po drodze krajobraz przeważająco wiejski. Gorąco jak w piekle. Na szczęście popluskaliśmy się w jeziorze Zamkowym w Wąbrzeźnie, co wcale nie ostudziło naszego zapału do dalszego kręcenia.
Osowa Góra-Ostromecko-Jezioro w Kamionkach-Kowalewo-Golub-Wąpielsk-GORTATOWO
W pewien pochmurny lipcowy wtorek postanowiliśmy wybrać się razem z moim Rowerzystą w odwiedziny do rodzinki w Gortatowie. Pogoda od samego początku nie chciała nam sprzyjać. Jechaliśmy podobno z wiatrem, a więc deszcz nas "gonił". Dogonił na szczęście dopiero w Kowalewie Pomorskim, jednak i tak dał się we znaki. Żeby tego było mało przypadkiem wydłużyliśmy sobie naszą wycieczkę zahaczając o miejscowość - "Pigża". No nic, pare kilometrow i minut ślęczenia nad mapą nikomu jeszcze nie zaszkodziły... Dalej też nie było kolorowo, bo do pokonania mieliśmy odcinek Kowalewo-Golub Dobrzyń. Wąska droga, tiry, autobusy, deszcz, masakra.
Na miejsce dojechaliśmy koło godziny 19. Brudni, głodni i zmęczeni. Na szczęście kolejne dni całkowicie zrekompensowały nasz wysiłek. Nabraliśmy sił i pozytywnej energii by udać się w drogę powrotną. Choć szkoda, że nie mogliśmy zostać dłużej...
Pierwszy mój powerade mtb marathon. Start na dystansie MINI. Miało być 38km, wyszło 44...!
Tuż za linią startu zaczęła się prawdziwa... piaskownica! Pierwsze 8 kilometrów przejechaliśmy razem z megowcami, potem już sami minimaliści. Podczas trasy dużo piachu i korzeni, mało wymagające podjazdy, jeden zabójczy zjazd. Co ciekawe najwyższym punktem była Dziewicza Góra, której niestety nijak nie dało się odczuć; żadnych ładnych widoczków, ani poczucia zdobycia jakiegoś szczytu.
Maraton naprawdę udany. Mimo lekkiej niedyspozycji w postaci uciążliwego kataru udało mi się stanąć na podium! i to na najwyższym stopniu:D
W kategorii OPEN MINI - 168/240
aaa... i zapomniałam dodać, że złapałam gumę! Na szczęście zorientowałam się dopiero na mecie :D
Mój najlepszy na świecie Klub Kibica, w składzie: Radziu i Mama! <3
Przedostatnia czerwcowa niedziela spędzona na wyjeździe do Gniezna. Ekipa silna, bo aż 7 osób. Po drodze dużo atrakcji (kościół w Łabiszynie, pałac w Lubostroniu, ruiny zamku w ..., Biskupin, no i tytułowe Gniezno). Mimo, że na zwiedzenie katedry i parku w Gnieźnie sił nie starczyło wyjazd był jak najbardziej udany :-) Przed pałacem w Lubostroniu